| Młodzież rozmawia o dojrzewaniu, buncie, miłości i Facebooku |
|
W październiku 2010 r. Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej (SWPS) rozpoczęła cykl bezpłatnych warsztatów psychologicznych dla licealistów z polskich szkół. Podczas spotkań poruszane są takie tematy, jak np. dojrzewanie, zaburzenia odżywiania, depresja i lęk, miłość i zakochanie, orientacja seksualna oraz życie na Facebooku.
Do tej pory Małgorzata Ohme i Michał Pozdał, wykładowcy SWPS w Warszawie spotkali się z kilkoma tysiącami licealistów ze 150 szkół z Warszawy, Sopotu, Katowic, Poznania i Wrocławia. Dorośli mają tu wstęp wzbroniony, uczniowie mogą na warsztaty zgłaszać się sami; także nauczyciele zgłaszają tu całe klasy. Warsztaty organizowane są w ramach Strefy Młodzieży, edukacyjnego przedsięwzięcia SWPS, które ma pomagać w rozwoju młodych ludzi (www.swps.pl/strefamlodziezy). Odbyło się już 19 takich spotkań. Dzięki temu przedsięwzięciu uczelnia dowiaduje się, jakie są zainteresowania i potrzeby młodzieży, a przy okazji przedstawia się ewentualnym przyszłym studentom. Prezentujemy fragment wywiadu Jakuba Halcewicza-Pleskaczewskiego z Gazety Wyborczej z wykładowcami SWPS na temat spotkań z młodzieżą: „Jakub Halcewicz-Pleskaczewski: O czym młodzi chcą rozmawiać? Michał Pozdał: O sobie. Szkoły chciałyby, żebyśmy prowadzili typowe profilaktyczne zajęcia: o anoreksji, bulimii, narkotykach, alkoholu, przemocy. Jednak wiemy, że to nie ma sensu. Zajęcia profilaktyczne młodzi mają już za sobą. Proponujemy spotkania o depresji, ciele, miłości, seksie, internecie. Małgorzata Ohme: Pomijamy formułkę, którą sobie przygotowaliśmy na początku warsztatów „Nie ma głupich pytań”. Oni to wiedzą. Odważnie przedstawiają swoje poglądy i są krytyczni. Kultem otaczają młodość, ciało, wygląd. Jak oni są ubrani! Są odważni w autoprezentacji, komunikowaniu, jaki jestem. Młodym dzisiaj mniej grozi, że uzależnią od alkoholu czy narkotyków niż od Facebooka. Nowe zagrożenia mają związek z postrzeganiem ciała - jak bigoreksja (uzależnienie od siłowni), tanoreksja (od solarium), ortoreksja (obsesja na punkcie jakości jedzenia), kompulsywne objadanie się, także w nocy. Niektóre jeszcze nie weszły do klasyfikacji zaburzeń, ale już są częścią świata młodych. Duża część dorosłych żyje w przekonaniu, że choć świat się zmienił, zagrożenia pozostają takie same. Tymczasem w wielu kwestiach, które dla dorosłych są zagrażające, młodzież nie widzi niczego złego. Są sami ze swoimi problemami? M.P.: Trochę, ale nie dlatego, że nikt się nimi nie zajmuje. Ich się wyposaża w umiejętności, które były przydatne w naszym pokoleniu. Mamy po 32 lata. Nas można było uczyć na zasadzie: posadzili w ławkach, nauczyciel przychodził i opowiadał. Autorytet dorosłych brał się u nas ze strachu. Teraz trzeba go sobie wypracować, a pracuje się nad nim latami. Dla tych młodszych od nas o 15 lat autorytetami są osoby, które mają im coś do powiedzenia i ich słuchają. Bunt - przeciw czemu? Na czym polega dziś konflikt pokoleń? M.O.: Młodzi ludzie są wychowani przez internet. Ich rodzice internet znają, ale wychowali się na podwórku. M.P.: Młodzi zdecydowanie deklarują, że są niewierzący. Bardzo wielu z nich odrzuca religię, a jeżeli jakąś przyjmuje, to nie katolicką. M.O.: Nie znają zasady: „nie mów nikomu, co się dzieje w moim domu”. Opowiadają o tym. M.P.: To jest niesamowite! „Czy chcielibyście mieć w przyszłości taki związek, jaki mają albo mieli wasi rodzice?”. Jest cisza na sali. A potem: Nie, nie, nie, nigdy w życiu. M.O.: Mówią, że rodzice dawno ze sobą nie gadają, że nie śpią ze sobą. Nie wspominają o babciach i dziadkach. Starość zaczyna się dla nich bardzo wcześnie i jest brzydka. Nie kojarzy się z dojrzałością, mądrością, spokojem, czułością, sernikiem, szarlotką. Popołudniami jedzą w McDonaldzie, a jak sernik, to na zimno z Carrefoura. Pamiętajmy jednak, że mówimy raczej o środowiskach wielkomiejskich.” Nie zabrakło też dyskusji poświęconej wirtualnemu życiu młodzieży: „M.P.: Na początku, kiedy rozmawiamy o Facebooku, młodzi deklarują, że nie wierzą, że można się z kimś zaprzyjaźnić, mieć romans albo zakochać się przez internet. Wygłaszają slogany, typu „trzeba dbać o realne relacje”. Pamiętajmy, że jest to młodzież z dobrych liceów w dużych miastach, trochę wysnobowana. Czytali Zygmunta Baumana i wiedzą, że nie wypada się przyznać, że się po dziesięć godzin siedzi na Facebooku. Ale kiedy porozmawiamy z nimi dłużej, okazuje się, że umawiają się przez internet na randki. We Wrocławiu jeden chłopak opowiadał, jak umówił się na randkę przez internet. Randka miała być stricte seksualna, i była, mieli fajny seks, rozeszli się i dziękuję bardzo. Opowiadał to przy stu innych osobach. Okazało się, że nie tylko on miał takie doświadczenie. Zaczęli o tym rozmawiać - nie mieli poczucia żenady, obciachu. Pytam też: słuchajcie, a pilnujecie tego, jak ktoś oznacza wasze zdjęcia w internecie? Słyszą, że mówimy ich językiem. I mówią: O Boże tak, otagowali mnie na jednej imprezie, wyglądałam obrzydliwie, zdjęcie zrobiono od dołu itd. Wtedy wszyscy zaczynają mówić. Np. że siedzenie przed Facebookiem jest jak praca na pełen etat, muszą cały czas sprawdzać, czy ktoś nie taguje ich na jakichś zdjęciach. Często mówi się o nich jak o bezmyślnej masie, która wrzuca wszystko w internet. Nie, oni dobrze wiedzą, jakie zdjęcia można wrzucać, a jakich nie. Dorośli muszą wejść do tego świata. Nie mogą być tylko obserwatorami, którzy internetu się boją. Może lepiej wysłać dziecku SMS-a albo napisać post na ścianie na Facebooku: "Chodź, będzie obiad", mimo że jest za ścianą, niż się do niego drzeć? Może prędzej zobaczy wiadomość? Oczywiście - lepiej, gdyby usłyszało. Ale nie słyszy! Niech rodzice użyją kodu komunikacji dzieci. Jak młodzi rozumieją prywatność? M.P.: O czym my w ogóle mówimy? Pojęcie prywatności jest ważne dla osób, które pamiętają stan wojenny - dla nich słowa „inwigilacja”, „prywatność” mają zupełnie inne znaczenie. A młodzi na warsztatach zapytali nas: „No dobra, wrzuciłem na Facebooka zdjęcia mojego mieszkania, komputera, dziewczyny, psa, kota - i co z tego?”. Co mamy odpowiedzieć - ktoś przyjdzie i zabierze ci kota? Są cały czas online, cały czas obserwowani. Są celebrytami we własnym świecie. Przez konta na Facebooku, zdjęcia, filmiki. Pochodzą ze świata, w którym się obserwuje, i chcą w nim uczestniczyć. Dlatego programy typu "X Factor" są tak popularne. Przychodzi zwykły człowiek, obserwuje się go i albo chwali, bo jest zajebisty, albo miesza z błotem, bo jest loserem. Oni chcą być trzy razy na "tak", jakby ciągle stali przed telewizyjnym jury. Przez komórkę, internet bez przerwy update'ują, co teraz robią. M.O.: Czasami zastanawiamy się z nimi, czy wrzucanie zdjęć do internetu zagraża prywatności. Jednak kwestią nie jest to, czy wrzucać - bo wiadomo, że się wrzuca. Pytanie, jakie zdjęcia można wrzucać. Trzeba spróbować im pokazać, gdzie jest granica, za którą młody człowiek ryzykuje swoje zdrowie. Mówić: „Kot jest OK, mieszkanie jest OK, ale pokazanie biustu czy pośladków może OK nie jest”. M.P.: A kiedy wrzucasz zdjęcia, na których są inne osoby, najpierw je zapytaj.” Wywiad dostępny jest na stronie: www.wyborcza.pl 2011/05/06
|
|

















