Tusk: kastrować pedofilów

Premier Donald Tusk zapowiedział przymusową kastrację chemiczną pedofilów. Czegoś takiego nie ma w cywilizowanym świecie, bo to sprzeczne ze standardami praw człowieka i polską konstytucją.

Wiem, że to się spotka z krytyką organizacji broniących praw obywatelskich. Ale nie sądzę, by wobec takich indywiduów można było stosować nazwę "człowiek" - powiedział premier.

Dodał, że kilka miesięcy temu rozmawiał z minister zdrowia Ewą Kopacz o "wstępnym projekcie dotyczącym kastracji chemicznej, np. pedofilów działających w warunkach recydywy". - Chciałbym, by w Polsce wprowadzono kastrację chemiczną nie na życzenie, ale jako element wyroku - powiedział pytany przez dziennikarzy o głośną sprawę molestowania córki przez ojca.

Podobny pomysł -przymusowego chemicznego leczenia przestępców seksualnych -pojawił się już w Sejmie w 2005 r., nic z niego jednak nie wyszło. Podstawowym problemem jest to, że tak polskie prawo, jak i standardy międzynarodowe zakazują leczenia kogokolwiek wbrew jego woli. Chyba że z powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego czy też np. stanu nieprzytomności nie może wyrazić na leczenie zgody. W dodatku leczenie bez zgody musi mieć na celu wyłącznie dobro pacjenta, a nie np. jego rodziny czy otoczenia. Podawanie chemicznie kastrującej substancji mogłoby być uznane za leczenie, jeśli przestępca seksualny zostałby uznany przez sąd - na podstawie opinii biegłych - za osobę niezdolną do kierowania własnym postępowaniem, a więc niepoczytalną. Oznaczałoby to jednak bezterminowe internowanie go w szpitalu psychiatrycznym. A decyzja o podawaniu środka blokującego testosteron byłaby podejmowana przez lekarzy. Takie rozwiązanie stosuje się np. w Skandynawii czy niektórych stanach USA.

Jeśli chemiczną kastrację traktować nie jako procedurę medyczną, ale jako element kary, to pojawia się inny problem: czy można wprowadzać karę okaleczenia? A w każdym razie karę cielesną, bo powodującą upośledzenie normalnego funkcjonowania organizmu? Odpowiedź brzmi: nie. Bo polska konstytucja zakazuje kar cielesnych.

Konstytucja pozwala wprawdzie na ograniczenie prawa i wolności dla ochrony m.in. bezpieczeństwa publicznego. Tylko że tego rodzaju kara nie gwarantowałaby tego bezpieczeństwa. Obniża popęd płciowy, ale nie zawsze na tyle silnie, by przestępca nie stanowił zagrożenia. Podobnie zresztą jak kastracja chirurgiczna, czyli obcięcie jąder. Z niedawno ogłoszonych w Szwecji badań wynika, że ryzyko recydywy spada z 40 do 5 proc., ale te wyniki są kwestionowane. Poza tym seksuolodzy wskazują, że u niektórych osób po kastracji patologiczny popęd seksualny przybiera inne formy agresji. Podobno jest antidotum: wystarczy przyjąć sterydy, aby zneutralizować działanie antyandrogenów.

Kastracja chemiczna prowadzona jest jako program eksperymentalny w terapii przestępców seksualnych w wielu krajach (np. Francji, Szwecji czy Włoszech), ale najczęściej podczas odbywania kary i zawsze za zgodą skazanego. Jej kontynuacja bywa też warunkiem zwolnienia warunkowego. W Wlk. Brytanii w tych dniach przyjęto przepisy, które czynią ją normalną procedurą w ramach resocjalizacji. W różnych krajach były pomysły, aby wprowadzić ją przymusowo (np. w 2005 r. domagała się tego szwedzka policja), ale je zarzucono.

Popularniejszym sposobem kontrolowania przestępców seksualnych są elektroniczne obroże pozwalające policji monitorować miejsce pobytu skazanego. Np. w stanie Luizjana sąd może nakazać noszenie takich obroży dożywotnio.

Są też pomysły komputerowych rejestrów, tak by każdy mógł sprawdzić, czy w jego okolicy nie mieszka recydywista skazywany za przestępstwa seksualne. Takie prawo jako pierwszy wprowadził stan New Jersey. W 1998 r. sąd najwyższy USA uznał je za zgodne z konstytucją.

W Wlk. Brytanii czy Francji istnieją państwowe rejestry przestępców seksualnych, ale dostęp do nich mają tylko organa ścigania i wymiar sprawiedliwości.

W 2000 i 2001 r. brytyjska bulwarówka "News of the World" opublikowała "listę hańby" - kilka kolumn ze zdjęciami i nazwiskami osób skazanych za pedofilię. Dwie osoby z listy popełniły w wyniku jej opublikowania samobójstwo. Podobną akcję zrobiła włoska gazeta "Libero".

Źródło: Gazeta Wyborcza
Autor: Ewa Siedlecka
10/09/2008